Kohabitacja!

Przyszedł czas, by poruszyć drażliwy temat – zwłaszcza dla osób, którzy są bardzo zżyci z katolicyzmem. Czym jest owa „Kohabitacja”? Przyznamy się szczerze, że ja ani Ewelina nie wiedzieliśmy o istnieniu tego terminu. Pierwszy raz zetknęliśmy się z tym pojęciem podczas rozmowy z pewnym duchownym. Pozwolimy sobie zacytować Wikipedię:

Kohabitacja (łac. „co-, con-”, znaczy „z, wspólnie”; „habitare” – „mieszkać, przebywać”) – wspólne zamieszkanie, współmieszkanie, nieformalne „życie razem”. Zjawisko to definiuje się także jako „niezamężne pożycie z partnerem płci przeciwnej”. Tego typu związki „tworzone są przez dwie osoby płci przeciwnej, wspólnie zamieszkujące przez dłuższy czas, prowadzące gospodarstwo domowe i utrzymujące związki seksualne”.

Tak, zgodnie z tą definicją kohabitujemy na maxa! Czy to coś złego? – w naszym odczuciu nie, choć jesteśmy związani z religią chrześcijańską. Znamy także oficjalne stanowisko Kościoła w tej sprawie, jednak go nie respektujemy – dlaczego?

Naszym zdaniem związek małżeński powinno poprzedzać dogłębne poznanie siebie nawzajem, zarówno w sferze mentalnej jak i fizycznej – również tej intymnej. Nie chcemy przyjąć sakramentu po omacku – to jest dalece nieodpowiedzialne. Chcemy przyjąć Go w pełnej świadomości swoich wad i zalet, znając swoje najsłabsze oraz najmocniejsze strony. To jest bardzo trudne do dokonania chodząc na same randki czy spacery.

Ponadto czujemy, że to co robimy jest podyktowane wolą Bożą. Na naszej drodze jest tyle wyłomów, że bez Jego pomocy by już nas nie było.

Każdego poranka, budzę się obok kochanej Kobiety i widzę Jej zaspane oczy, Jej aksamitne ciało budzące się do życia chcące przywitać nowy dzień. Zawsze przed śniadaniem ćwiczy, niby dla lepszej figury, ale doskonale wiem, że robi to też po to, aby mieć lepszą kondycję – bo przy mnie trzeba mieć…

Po porannej toalecie pora odpalić komputer, sprawdzić pocztę i zasiąść do pracy. Każde zlecenie traktuję jako nowe doświadczenie oraz wspaniałą przygodę. Programowaniem i frajdą zarabiam na nasze Życie. A co w tym czasie Ewelina? hmmm… zwykle podąża swoją ultra szybką hulajnogą na targ, kupić coś na obiad. Robi też mnóstwo innych rzeczy, o których nie będę pisał – nie starczyłoby mi dnia.

Jeśli ktoś powie, że w tym wszystkim tkwi grzech – będzie to dla mnie znaczyło, że jest ślepcem.


Nie zależy nam również, byśmy byli utożsamiali z Katolicyzmem. Jesteśmy po prostu osobami głęboko wierzącymi w Boga – wystarczy nam, że Go czujemy. Jest On wręcz namacalny w naszym Życiu i Związku. Codziennie Mu za to dziękujemy w formie Modlitwy / Medytacji.

Napiszcie koniecznie w komentarzach, co Wy sądzicie na ten temat.

 

12 komentarzy

  • comment-avatar
    Roman Malowański 15 czerwca 2015 (21:23)

    Jesteście jak najbardziej normalnymi ludźmi. To, co proponuje kler w -niby- imieniu Boga… Nie będę tego komentował ze względu na waszą deklarację wiary. Mnie nie po drodze ani z tymi ludźmi, ani z tą instytucją. To mnie, kiedy odejdę, będzie Bóg rozliczać z mojego życia i żaden wyrobnik nie ma prawa tego robić. Wszystko co widzimy, czujemy, doświadczamy pochodzi od Stwórcy i jako takie nie podlega niczyjej ocenie.
    I teraz odpowiedź na wasze pytanie: Tak! Robicie dobrze bo taki jest zamysł Pana. To jest normalne i zdroworozsądkowe działanie. To jest wasz wspólny habitat i nikomu nic do niego!
    Powodzenia Kochani!

  • comment-avatar
    MO 15 czerwca 2015 (23:07)

    cóż, jak dla mnie bycie chrześcijaninem oznacza naśladowanie Mistrza. Czyli przede wszystkim życie Ewangelią, to fundament, reszta (nauczanie Kościoła, przykład świętych, kazania itd.) to dodatki. Nie wiem jak chcecie jedno z drugim pogodzić, nauczanie Jezusa jest bardzo jednoznaczne w tej kwestii. Jeśli macie inne wyobrażenie o Bogu/podważacie wiarygodność Ewangelii, to zdaje się że tworzycie jakąś własną religijność na podstawie swoich wyobrażeń. W dodatku szytą na miarę waszej wygody. To grząska ścieżka, ludzie nawet potworne zbrodnie potrafili taką religijnością usprawiedliwić, co nie ominęło niestety również Kościoła. Ewangelia jest mapą, czytając ją na wyrywki szybko można stracić orientację w terenie.
    Przede wszystkim – żyjecie jak małżeństwo, nie chcąc się ostatecznie deklarować – czyli dopuszczacie możliwość zerwania i związania z kimś innym. Myślicie, że ot tak można zerwać tak bliską relację i zacząć z ‚czystą kartą’, od nowa jakiś związek? Że nie będą w was siedzieć te wspomnienia, że nie będziecie porównywać nowego partnera z poprzednim, że nie poranicie się takim eksperymentowaniem?
    Mam nadzieję, że Bóg was przez to przeprowadzi, zostaniecie razem, nie poranicie się, ale nie zmienia to faktu że moim zdaniem chodzicie po linie nad przepaścią. Skoro Mu ufacie, to czemu nie szukacie u Niego odpowiedzi, czy jest to ten właściwy związek?

    • comment-avatar
      Łukasz i Ewelina 16 czerwca 2015 (11:47)

      Dzięki za Twój komentarz. Szanujemy Twoje zdanie na ten temat. Jednak tak jak Ty jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy wybór ścieżki, którą podążamy. Rzecz jasna, możesz to nazwać samowolką – ok, ale jak wytłumaczysz fakt, że czujemy obecność Boga w tym, co robimy?

    • comment-avatar
      mada 23 czerwca 2015 (23:24)

      Zdecydowanie muszę się zgodzić. Bóg ma wielki plan dla Was. Jeśli mu ufacie, a piszecie, że jest on obecny więc wnioskuję, że tak 🙂 to nie warto zwlekać z usankcjonowaniem związku.
      Z doświadczenia wiem, że to daje niesamowite poczucie wolności i radości zarazem, bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia, które osobom wierzącym zwykle wcześniej czy później towarzyszą..

  • comment-avatar
    Ola 21 czerwca 2015 (22:56)

    Skoro czujecie obecność Boga w tym, co robicie, to czas najwyższy wziąć ślub!

  • comment-avatar
    Alee 6 lipca 2015 (00:46)

    To nie jest stanowisko Kościoła wymyślone przez jakichś złośliwych, sfrustrowanych, średniowiecznych duchownych- to jest czyste słowo Boga z Ewangelii i przykazań. Nikt nie ma prawa sądzić drugiego i każdy indywidualnie odpowiada przed Bogiem. Żyjemy w trudnych czasach, kiedy wartości upadły i świat mówi zupełnie co innego niż Chrystus i naprawdę ciężko się odnaleźć. Jednak nie każde dążenie do przodu, łamanie kolejnych „schematów” oznacza postęp, to jest raczej regres. Nie żyjemy ani w kraju ani w czasach, gdzie ludzie mieszkali setki kilometrów od najbliższego kościoła i żyli w nieformalnych związkach, bo nie było innego wyjścia. Sakrament to odpowiedzialność, ale sakrament to przede wszystkim ogromna łaska, która uzdalnia do tego, żeby być razem pomimo wszystkich wad i słabych stron, których tak naprawdę nie da się nigdy odkryć do końca. A związek pobłogosławiony, sakramentalny wyzwala nowe siły, nowe, Boże prowadzenie.
    Każdy człowiek, który Boga szuka odczuwa Jego obecność, bo Bóg nas nigdy nie opuszcza. Niedawno natrafiłam gdzieś na takie słowa- Czy grzesznik słyszy Ducha Świętego? Oczywiście, że słyszy, inaczej nidgy by się nie nawrócił 😉
    A wszelkie nieformalne formy związków takie jak konkubinat nie są wynalazkiem naszych czasów, ale starożytnych Rzymian, gdzie nie każdy a właściwie niewielu miało zdolność prawną do zawarcia formalnego małżeństwa. A jak wiadomo Rzymianie wzorami cnót i królestwem moralności nie byli…
    Bóg chce dla każdego jak najlepiej, po to ustanowił swój Kościół, czyli wszystkich wierzących, więc skoro jest sakrament małżeństwa, to po to, żeby życie w związku ułatwić, pobłogosławić,a nie utrudnić, chociaż często się Jego woli sprzeciwiamy.
    Z Bogiem 🙂

  • comment-avatar
    Paweł 30 listopada 2015 (19:30)

    widzicie znalazłem waszego bloga nie dawno i czytam go z wielką radością bo to pokazuje że z Bogiem można wszystko i to widać po waszym związku bo tak po ludzku to jakaś masakra a że jest tam Bóg to taki związek jest możliwy widać a jeśli chodzi o kohabitacje toto jest wolna wola każdej za stron i nie nam to oceniać Bóg jest od tego ja bym się na coś takiego nie zdecydował ale to tylko moje zdanie a was szanuje i lubię pozdrawiam niech Bóg będzie z wami :)))

Dodaj komentarz

Podaj dalej!

Udostępniając ten post sprawisz, że dotrzemy do większej grupy osób.
%d bloggers like this: